poniedziałek, lutego 23, 2015

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" - EL James

Autor: E L James
Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
tłumaczenie: Monika Wiśniewska
tytuł oryginału: Fifty Shades of Grey
wydawnictwo: Sonia Draga
Stron: 608


Ocena: 3/10


Opis wydawcy:
Ponad 100 milionów sprzedanych egzemplarzy na całym świecie!
Kiedy studentka literatury Anastasia Steele przychodzi, by przeprowadzić wywiad z Christianem Greyem, spotyka mężczyznę pięknego, błyskotliwego i onieśmielającego. Naiwna i niewinna Ana z przerażeniem uświadamia sobie, że pragnie tego mężczyzny. Pomimo zagadkowego dystansu, Ana odkrywa, że rozpaczliwie chce się do niego zbliżyć. Nie potrafiąc oprzeć się delikatnej urodzie Any, jej inteligencji i niespokojnemu duchowi, Grey przyznaje, że także jej pragnie? aczkolwiek na własnych warunkach.
Zaszokowana, choć podekscytowana osobliwym gustem erotycznym Greya, Ana się waha. Pomimo jego autentycznych sukcesów- międzynarodowych interesów, ogromnego bogactwa i kochającej rodziny ? Greya dręczą demony oraz nieposkromiona potrzeba sprawowania kontroli. Kiedy para rozpoczyna fizycznie śmiały i namiętny romans, Ana odkrywa tajemnice Christiana Greya i zgłębia swoje własne mroczne żądze.



  Autorka nie ma pojęcia o miłości, życiu a tym bardziej o BDSM. Ta historia mogłaby być ciekawa, gdyby napisał ja ktoś inny. Nadmienię, że widziałam film na podstawie tego "dzieła" i jest on zdecydowanie lepszy, niż powieść. Tam na szczęście nie musimy słuchać o "wewnętrznej bogini" i o innych kwiatkach typu "w mordę jeża", "o święty Barnabo". Kto w ogóle dał takie tłumaczenie? Pani Wiśniewska użyła groteskowych określeń. Sama E L James znajomością tematyki świata BDSM nie grzeszy,a raczej nie ma o nim zielonego pojęcia. Poza opisem pokoju Christiana dalej jest tylko gorzej. 
   Ana jest młodą i niedoświadczoną kobietą. Nic nie wie o seksie, a wprowadzenie w tematykę BDSM powinno nastąpić, gdy kobieta wie co lubi. Musi mieć jasno i zdecydowanie określone swoje potrzeby. Coś takiego nie mogło się udać. W trakcie powieści czytamy, że Ana jest coraz bardziej nieszczęśliwa, a scena z klapsami ją kompletnie rozbija i doprowadza do płaczu. W świecie BDSM, to jedna z lżejszych praktyk. Christian już na początku znajomości daje jej do podpisania umowę pana i uległej. Takie dokumenty z reguły się podsygnuje, gdy się komuś ufa i jest w dłuższych relacjach.
    Nie wiem, jakim cudem autorka mogła w ogóle brać pod uwagę dalsze brnięcie Any w takie praktyki. Ana się zakochała i to jedynie tłumaczy jej próby poznania świata Greya. Anę zaślepiało pożądanie i nowe doświadczenie erotyczne. Christian chciał układu  pan - uległa. Często takie relacje nie mają nic wspólnego z miłością, bo partnerzy po prostu oddają się samym praktykom BDSM bez seksu. Trudno by było młodej i rozpalonej kobiecie, która się zakochała zrezygnować z normalnej miłości.
- Trzy! - Niemile widziane łzy napływają mi do oczy. Jeezu - to jest boleśniejsze niż myślałam - o wiele boleśniejsze od klapsów. Nie oszczędza mnie.
- Cztery! - Wyję kiedy pasek uderza mnie po raz kolejny, a łzy spływają po mojej twarzy. Nie chcę płakać. Złości mnie, że płaczę. Wymierza kolejny cios.
- Pięć. - Mój głos jest teraz zdławionym, zduszonym łkaniem. W tej chwili myślę, że go nienawidzę. Jeszcze jeden, zniosę jeszcze jeden. Czuję jakby ktoś podpalił mój tyłek.
Ból jest tak wielki, że jego pełnia do mnie nie dociera. Czuję otępienie. [...] ale szczerze mówiąc, cieszę się, czując ból, gdyż on odwraca moją uwagę od tego, co dzieje się z moim biednym, złamanym sercem. 
    Pomysł na taki układ i rozdarcie wewnętrzne bohaterki mógł być ciekawy. Sam Christian Grey też byłby ciekawą postacią, poza jednym wyjątkiem. Jest młody, a zarządza ogromną firmą. Nieco to nierealne. Prawdopodobieństwo, że zainteresowałby się kimś takim jak Ana jest znikome. Tu James podaje nam bajkę. Sama chyba ma jakieś niepoważne wyobrażenia o miłości i przesadnym bogactwie. Czy Grey musiał mieć grube miliony, aby być ciekawym "panem mrocznym"?  
   Styl literacki jest bardzo słaby. Trudno zrozumieć, że książka zdobyła aż taką popularność. Wciąga, ale czytając ją uśmiechamy się z zażenowaniem na braki w warsztacie pisarskim. Niestety polskie tłumaczenie jest też mizerne. Dodatkowym mankamentem są wielokrotne powtórzenia o rumienieniu się Any lub zagryzaniu wargi. Autorka ma bardzo słaby zasób słów. W filmie na szczęście z tego zrezygnowano.

Nim orientuję się, co się dzieje, biodrami przyciska mnie do ściany, obie moje dłonie trzymając w górze w żelaznym uścisku. O święty Barnabo.

  Fenomen tej książki byłby do przełknięcia, gdyby autorka zakończyła tę historię na pierwszej części. Taki obrót spraw byłby realny. Niestety pokusiła się o napisanie jeszcze gorszych części, gdzie Ana  ma rzekomo oduczyć Christiana praktyk BDSM. W tym wypadku wyszło, że autorka nie ma kompletnie pojęcia o psychice ludzkiej. Ktoś, kto ma skłonności do dominacji lub bycia uległym zawsze taki pozostanie. Nie da się tego "uzdrowić", ani miłością ani czymkolwiek.


    E L James należy do gatunku kobiet, które chcą uleczyć miłością złych i mrocznych. Nie od dzisiaj znane są liczne przypadki, że kobiety piszą listy miłosne do seryjnych morderców, czy innych przestępców. Chcą wierzyć, że ich miłość jest w stanie zmienić kogoś takiego. Takie scenariusze się nie sprawdzają w prawdziwym życiu, a jedynie zachęcają do naśladownictwa. Niestety w niektórych wypadkach może się to skończyć tragicznie. Takie książki wmawiają kobietom, że mają czekać na coś czego nie ma. Na kogoś idealnego fizycznie, bogatego i z mroczną tajemnicą. Życzę powodzenia ;-)

2 komentarze:

Magdalena T. pisze...

Jak na razie w ogóle nie mam ochoty na tę książkę i coś czuję, że to się raczej nigdy nie zmieni :) W ogóle mnie do niej nie ciągnie.

Bastet pisze...

Miałam w pracy za darmo,to postanowiłam przeczytać. Ciekawość :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...