środa, sierpnia 12, 2009

Wyprawa w Beskidy-szczytami Beskidu Śląskiego



Na wycieczkę wyruszyliśmy rano. Pociągiem pojechaliśmy do Bielska-Białej Leszczyny. Pogoda dopisywała. Ze stacji weszliśmy na czerwony szlak prowadzący na Dębowiec. Następnie ruszyliśmy w stronę Szyndzielni. Niestety na trasie wielu niezbyt rozważnych turystów. Spotkaliśmy osoby na kamienistym szlaku w klapkach na obcasie i z wózkami o-0. W schronisku na Szyndzielni zjedliśmy obiad,a potem ruszyliśmy na Klimczok. Do schroniska weszłam po pieczątkę,bo wewnątrz było bardzo parno.
 
Po zejściu na szlak na Błatnią ludzi ubyło,a trasa okazała się bardzo malownicza. Wychodząc z lasu na punkt widokowy na Błatniej nie można było nacieszyć oczu. Znajdowała się tu panorama 180 stopni. Przepiękny widok. Zeszliśmy do schroniska i wzięliśmy nocleg-dostaliśmy w pokoju 4-ce,bo ładniejszy widok,niż z 2-ki :-) Wieczorem poszliśmy zobaczyć zachód słońca i światła Bielska Białej i Żywca. Niesamowity widok.
Rano wyruszyliśmy ku Przełęczy Karkoszczonce. Zmęczenie dało o sobie znać i trudno było się dobudzić. Szlak na przełęcz okazał się również ciekawy.

W Chacie Wuja Toma na P. Karkoszczonce zjedliśmy posiłek i zebraliśmy siły na dalszą wyprawę w kierunku  Przełęczy Salmopolskiej. Szlak był w miarę równomierny. Dopiero wejście na Hyrcę zrobiło się strome. Następnie dotarlismy do szczytu Kotarza i Grabowej. Dalej Biały Krzyż i w końcu Przełęcz Salmopolska.

Wejście na Malinów było strome i kamieniste. Jednak widoki i pustka o tej porze zagwarantowały przepiękne i dzikie widoki. Dalej szliśmy czerwonym szlakiem ku Malinowej Skale. Potem Kopa Skrzyczeńska. Robiło się już ciemno i mrocznie. Udało się minąć Małe Skrzyczne i dojść do Skrzycznego,ale trudno było w ciemności znaleźć schronisko. W końcu udało się dotrzeć i zjeść kolację oraz wziąć kąpiel po męczącej wędrówce. Czekolada z bitą śmietaną była w tej chwili rarytasem :-)

Rano okazało się,iż w nocy pogoda uległa zmianie. Szczyt opanowały chmury i mgła. Postanowiliśmy spędzić dzień w schronisku i okolicy.


Następnego dnia postanowiliśmy iść na Baranią Górę. Po zejściu ze Skrzycznego mgła się rozrzedziła i widoki stały się lepsze. Przez szlak było trudno przejść,gdyż znajdowało się wiele kałuż. Na Zielonym Kopcu,Gawlasim i Magurce Wiślańskiej ukazały się widoki przetrzebionych przez kornika lasów świerkowych.



Samo podejście na Baranią Górę okazało się trudne z powodu powalonych świerków. Na szczycie odpoczęliśmy i weszliśmy na wieżę widokową. Następnie udaliśmy się do schroniska na Przysłopie. Trasa była dość monotonna upstrzona masą wystających korzeni i bajorek.
W schronisku zrobiłam pieczątkę w dzienniczku i zjadłam żurek. Pogoda uległa poprawie.


  Wyruszyliśmy kierunku Stecówki. Pogoda nagle się popsuła i zaczęło padać. Założyliśmy znów pelerynki anty deszczowe. Szliśmy szybkim tempem,bo chcieliśmy zdążyć na pociąg w Wiśle Głębce. Trasa była trudna z powodu deszczu. Na Przełęczy Szarcula mieliśmy całe nogawki w błocie :D Udało nam się dotrzeć kilka minut przed odjazdem  pociągu dworzec kolejowy w Wiśle Głębce. Do pociągu wparowaliśmy zgrzani,ale i pełni emocji.
Szkoda było opuszczać góry....

Brak komentarzy:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...